Najpierw oficjalne spotkanie, potem warsztaty i szkolenie, a także wizyta na budowie Centralnego Bloku Operacyjnego. Lekarze z Ukrainy w 5 Wojskowy Szpital Kliniczny z Polikliniką SP ZOZ w Krakowie
Chirurdzy, urolog, anestezjolog i pielęgniarka. Lekarze z Kijowa, Lwowa i Odessy w Krakowie szkolą się tu z nowoczesnych technik chirurgii małoinwazyjnej.
– W szpitala wojskowych na Ukrainie nie ma ani jednego robota. Chcemy to zmienić – mówi płk Konstatyn Gumeniuk, główny chirurg Sił Zbrojnych Ukrainy. – Chcemy rozwijać nowoczesne technologie i wykorzystywać je także w medycynie wojskowej.
Współpraca szpitala wojskowego w Krakowie ze stroną ukraińska rozpoczęła się tuż po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie.
– Na początku leczyliśmy rannych żołnierzy, a teraz gdy przygotowujemy się na wypadek najróżniejszych niespodziewanych i masowych zdarzeń musimy także brać pod uwagę możliwość jak najszybszego i skutecznego zaopatrzenia poszkodowanych i rannych. I tu doświadczenie ukraińskich lekarzy, chirurgów i ratowników jest nie do przecenienia – tłumaczy prof. Bartłomiej Guzik, dyr. szpitala wojskowego w Krakowie. – Patrząc nawet na dyskusję między naszymi gośćmi z Ukrainy i ortopedami za szpitala wojskowego, którzy w czasie krótkiego szkolenia na robocie mikrochirurgicznym pokazywali sobie zdjęcia najtrudniejszych przypadków z jakimi jedni i drudzy mieli do czynienia widać, jak wiele możemy sobie nawzajem zaoferować – zwłaszcza w chirurgii rekonstrukcyjnej.
Wykorzystanie podczas zabiegów rekonstrukcyjnych robota mikrochirurgicznego SYMANI pozwala na szycia naczyń o średnicy poniżej 1 mm, co może być bardzo trudne, lub niekiedy przy jeszcze mniejszych średnicach nawet wręcz nie możliwe.
– To ważne zwłaszcza w przypadku urazów wojennych, gdzie mamy do czynienia z dużymi ranami lub licznymi bliznami – mówi ortopeda Paweł Maleta, szef Oddziału Chirurgii Rekonstukcyjnej Narządu Ruchu i Replantacji. – Przy rozległych obrażeniach, kiedy mamy uszkodzone głębokie naczynia, mamy dużo blizn i niewiele tkanek zdrowych robot mikrochirurgiczny pozwala nam na zaopatrzenie znacznych ubytków tkankowych na bardzo małych naczyniach na nieuszkodzonym niewielkim obszarze ciała. Wystarczy nawet pojedynczy perforator (małe naczynie krwionośne - które przebija powięź mięśniową, aby odżywić skórę i tkankę podskórną), który odgałęzia się od głębokich naczyń. Musimy jednak pamiętać, że robot jest jedynie jednym z elementów chirurgii rekonstrukcyjnej. To zazwyczaj długotrwające i skomplikowane zabiegi. Mogą jednak uratować pacjenta od amputacji. Dlatego to robimy.
Do szpitali wojskowych w Ukrainie mają trafić niebawem trafić także roboty Da Vinci, które będą pomocne także w leczeniu chorych żołnierzy.
– Łączymy kompetencje chirurgów i anestezjologów ukraińskich w zakresie leczenia obrażeń, zwłaszcza tych związanych polem walki – nikt w tej chwili w Europie nie ma więcej doświadczenia w tej materii niż lekarze z Ukrainy – i nasze, bo my z kolei znamy się na tej, powiedzmy, cywilnej stronie leczenia. Żołnierze też mają przepukliny, chorują na nowotwory i inne choroby i potrzebują dobrej jakości minimalnie inwazyjnej medycyny – wyjaśnia dr hab. n. med. Michał Nowakowski, kierownik Kliniki Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej. – Przy okazji wspólnie będziemy się zastanawiać, jak wykorzystywać roboty chirurgiczne w leczeniu stanów nagłych, zachorowań związanych z urazami pola walki.
– Jesteśmy wdzięczni polskim lekarzom, że możemy się tu szkolić – przyznaje płk Gumeniuk. – Mam nadzieję, że jak wojna się skończy będziemy mogli współpracować nie tylko w ramach naukowych konferencji.